Na początku przypominam o rozdaniu które znajdziecie TU. Jeśli nie macie ochoty na wygraną to proszę bardzo bardzo ładnie zalajkujcie TO ZDJĘCIE.
Tyle z ogłoszeń i próśb. Czas na recenzję :)
Suche szampony Batiste zrobiły blogową furorę. Czytałam zachwyty na ich temat i ogarniało mnie poczucie wielkiej niesprawiedliwości- czemuż nie ma w okolicy Hebe? Ktoś chyba jednak wyczuł to jak mi źle z tego powodu i mogłam zapoznać się tymi cudami dzięki Biedronce. Mój wybór padło na wersję wild.
Szampon ma fajną szatę graficzną dobrze oddającą nazwę. Jak dla mnie przypomina dezodorant :D W użyciu jest banalnie prosty. Wystarczy psik i już. Wygląda trochę jak biały puder.
A co obiecuje producent?
No opakowaniu mamy obrazkowo pokazane jak użyć produktu.

Skład:
Przyznam szczerze, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Zapach jak najbardziej mi odpowiada. Jest taki, hmmm... co tak pachnie :D? Niech będzie, że jest drapieżny :D Chwilę utrzymuje się na włosach. Ale działanie jest świetne. Ostatnio przeprowadziłam test. Bardzo ekstremalny. Zwykle myję głowę co 2 dni. Teraz nie myłam 5. Psik, psik i szok. Wyglądałam jakoś tak w miarę normalnie :) To chyba przemawia samo za siebie. Tak to stosuję go zazwyczaj na 3 dzień nie umycia łepetynki i też jest dobrze. To produkt na prawdę godny polecenia. Z chęcią sięgnę po inne wersje zapachowe.

























