Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

Trylogia Niezgodna - tylko dla młodzieży?

To śmieszne jak łatwo można się przywiązać i zżyć z nieistniejącymi osobami zwłaszcza w tak krótkim czasie. Czuję się przez to głupio. Bardzo. Właśnie skończyłam czytać ostatnią część trylogii i czuję się jeszcze źle a smutek rozrywa mi serducho. 



Każdy szesnastolatek przechodzi test predyspozycji, a potem w krwawej ceremonii musi wybrać frakcję. Ten, kto nie pasuje do żadnej, zostaje uznany za bezfrakcyjnego i wykluczony. Ten, kto łączy cechy charakteru kilku frakcji, jest niezgodny – i musi być wyeliminowany…

Szesnastoletnia Beatrice dokonuje wyboru, który zaskoczy wszystkich, nawet ją samą. Porzuca Altruizm i swoją rodzinę, by jako Tris stać się twardą, niebezpieczną Nieustraszoną. Będzie musiała przejść brutalne szkolenie, zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami, nauczyć się ufać innym nowicjuszom i przekonać się, czy w nowym życiu, jakie wybrała, jest miejsce na miłość.
Tymczasem wybucha krwawa walka między frakcjami, a Tris ma tajemnicę, której musi strzec przed wszystkimi, bo wie, że jej odkrycie oznacza dla niej śmierć.

Przy tych książkach uderzyła mnie pewna myśl - skąd się bierze ich sukces? Jesteśmy znudzeni swoim życiem i chociaż w fikcyjnym świecie szukamy wrażeń? Być może i tak jest zwłaszcza, że mamy skłonności do utożsamiania się z bohaterami. No ja mam na pewno. I chociaż Beatrice ma szesnaście lat a ja tymczasem już niestety prawie 22 szybko o tym zapomniałam. Szybko się z nią zżyłam i odnalazłam w niej kawałek siebie. Już na wstępie napiszę, że moim zdaniem książka jest zarówno dla młodszych jak i starszych czytelników. Zależy tylko co kto lubi. Sukcesem takich powieści jest fakt, że bohaterki czy bohaterowie to nie super ultra koksy tylko zwykli ludzie. Okej jak dla mnie Tris jest zbyt odważna, ale ma też wady, nie jest pięknością co jest kilka razy podkreślone.

Miałam kupić całą trylogię bo byłam pewna, że będę do niej wracać, ale niestety zdanie zmieniłam...
Pierwsza część jest według mnie częścią najlepszą. Tris poznaje nowe życie, siebie i swoje lęki i ograniczenia. Podoba mi się jak powoli rozwija się jej relacja z Tobiasem. Język jest lekki i jak zwykle tego typu powieść czyta się bardzo szybko. Świat wykreowany przez autorkę ma swój własny urok i mimo, iż motyw jest dość oklepany - życie po prawie, że końcu świata posiada indywidualizm. Druga część również podbija moja serce. Akcja i jej zwroty a także relacje bohaterów, ich przemyślenia i postępowanie nie pozwalały oderwać mi się od niej na długo. Niestety... trzecia część zniszczyła wszystko. Dzieje się za dużo. Za dużo informacji, postaci i skakania od wątku do wątku. Postacie giną jedna po drugiej, tracą swoje osobowości i zlewają się w jedno. Najgorsze jak dla mnie jest zakończenie. Tak wiem, nie każdy lubi happy endy, ale ja tak. Do tego narracja dwóch osób a nie jednej dość psuje efekt dwóch poprzednich książek. Na świecie jest pełno zła i śmierci i często mam ochotę być choć książki w pewnym stopniu były od tego odskocznią. Pod tym względem bardziej podobał mi się Igrzyska Śmierci. A tu... Oczywiście może i zakończenie niespodziewane, ale autorka wyprała je z wszelkich emocji, ze wszystkiego. 

 Nie wiem czy mogę polecić tę serię. Pierwsze dwie książki tak, trzeciej nie, a przecież historię trzeba skończyć. Wręcz jestem obrażona na autorkę bo musiałam walczyć ze łzami. Doczytałam do końca gdyż ciągle miałam nadzieję, że historia tak się nie skończy. Mam w sobie tyle sprzecznych emocji co denerwuje mnie jeszcze bardziej. I mam głęboką nadzieję (mimo, iż tego nie lubię), że scenarzyści zmienią zakończenie w filmie.

Wróć jeśli pamiętasz.

Jak dobrze! Temperatury wracają do jako takiej "normy". Powoli wracam do porannych pracowych spacerów co skutecznie poprawia mi samopoczucie. Wpływa to także na moje chęci do ćwiczeń, które powoli rosną co za tym idzie - coraz mniej czasu na wszystko :D Jednak jakiś czas temu udało mi się przysiąść do książki, ba nawet ją przeczytać :D Jest to druga część historii Mii i Adama. O pierwszej możecie poczytać TU.



Ciąg dalszy losów Mii i Adama, bohaterów "Zostań, jeśli kochasz", światowego bestsellera, przetłumaczonego na ponad trzydzieści języków, na którego podstawie powstał wzruszający film z Chloë Grace Moretz i Jamiem Blackleyem w rolach głównych.

Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę…

Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?


Pierwsze co mnie zdziwiło i zaciekawiło to to, iż narratorem tej części jest Adam. Opowiada on historię ze swojej perspektywy, swoich doświadczeń i uczuć.  Zastanawiałam się o czym mogłaby być kontynuacja - Mia postanowiła żyć, pewnie zamieszkała z Adamem, gra na wiolonczeli i tyle. I tu kolejna niespodzianka - żyje sobie i gra, ale w Nowym Jorku i bez Adama. Zaskoczeniem było dla mnie to, że to ona zakończyła związek, bez słowa wyjaśnienia, bez żadnej próby kontaktu. I tak minęły 3 lata. Adam przeżył załamanie, odciął się od zespołu, napisał wiele piosenek, wrócił do zespołu, nagrali te piosenki - wielkie hity, wspiął się na wyżyny popularności, rozpoczął nowe życie.  Wygląda na historię skończoną, a jednak... Pomimo tego, iż od roku jest z nową dziewczyną (starszą, znaną gwiazdą filmową) często jego myśli kierują się w stronę postaci Mii, zbyt często. Nie zapomniał o niej, ba, dalej ją kocha. Po 3 latach? Może i romantyczka ze mnie, ale w to ciężko mi uwierzyć.No nieważne.  Tak jest chociaż on nie do końca jest tego świadomy. Przytłoczony wielkim zainteresowaniem wokół swojej osoby, ciągłymi wywiadami, paparazzi i tłumami goniącymi za nim stał się miernotą. Znaczy.. może źle to ujęłam, ale  - co chwilę jara fajki i nosi przy sobie pudełeczko z tabletkami uspokajającymi.  W ramach odpoczynku jego manager zostawia go w NJ na jeden dzień dłużej. I się zaczyna... ile może zdarzyć się w jeden dzień? Okazuje się, że całkiem sporo... Nasz bohater szlajając się po ulicach wielkiej metropolii natrafia na wielki plakat reklamujący koncert odbywający się tego właśnie dziś. Czyj koncert? No proszę - zgadnijcie :D Wiedziony silną pokusą kupuje bilet. Po koncercie gdy chce opuścić salę nie spodziewanie dostaje informację, że Mia chce się z nim widzieć. Co wyniknie z tego spotkania? Czy Adam dowie się dlaczego został porzucony? 
Książka jest cieniutka, na 3 góra 4 godziny czytania. Wydarzenia bieżące ciągle  przeplatają się ze wspomnieniami. Mają jeden dzień by nadrobić 3 lata. Uda im się ? Czy jest tu w ogóle miłość? Chciałam, aby tak było jednak z każdą stroną wzbierało we mnie coraz większe rozczarowanie.  Nie zdradzę Wam czy to rozczarowanie osiągnęło maximum czy zniknęło bezpowrotnie. Jest to piękna historia o miłości, życiu, problemach jakich wiele. Jednak jak każda taka historia i ta jest unikatowa. Polecam na jakiś wieczór dla relaksu i ukojenia myśli. Przy tak lekkim i prostym języku przeczytałabym następną część jednak moja wyobraźnia nie potrafi poradzić sobie z tym o czym taka książka miałaby być :D

Co tam się u Pyśki dzieje.

Dziś trochę zdjęciowej prywaty. Lubię takie posty u Was do tego to taka miła odprężająca odskocznia. Ramtaram no to lecimy :D




1. W kuchni nie często można się na mnie natknąć. No, praktycznie w ogóle. Ale trzeba było wykorzystać grzanki. Więc, ja superultra master czef wyczarowałam superultra zdrową majonezową sałatkę pekińską :D
2. Polecam,polecam,polecam! Bajki, nie, czekajcie.  Filmy animowane to ten typ na który chyba najbardziej lubię chodzić do kina. A pingwiny każdy zna i lubi. Znaczy ja znam i ja lubię :D Cała sala co chwilę wybuchała śmiechem. Za nami siedziało małżeństwo z dziećmi i częściej słyszałam tatuśka niż dzieci :D Ogólnie mega pozytywnie i śmiechowo :D
3.Ja ogrodnik. Jak dumnie toi brzmi. Prawda wygląda tak, że w końcu trzeba było coś zrobić z tymi nasionami kupionymi x miesięcy temu w celu zdrowego odżywiania i spożywania kiełków. Cóż wychodzi na to, że co się odwlecze to nie uciecze :)
4. Jak się brać za siebie to porządnie no nie? Skoro już powróciłam na siłownię trzeba korzystać z motywacji i robić więcej. Tak więc rozpoczęłam przysiadowe wyzwanie. Jest mały problem- tyłek mnie strasznie boli, moje biedne pośladeczki :( Jak nic to wina orbitreka :D



 5.  Załączony obrazek przedstawia niezbyt zdrowe, ale pyszniutkie śniadanko. Wiem, masło orzechowe to nie jest coś co powinno się wcinać na "diecie" :D Ale przecież jest bananek :D I jakby nie patrzeć to takie sycące źródło energii. Orzechowego nigdy dość!
6. Wpierw się obżera później oczyszcza.  Tą herbatę mogę polecić, w smaku jest znośna, taka nawet, nawet. Po dość krótkim czasie od wypicia trzeba lecieć na siusiu :D
7.Postanowiłam sobie, że będę więcej czytać. I o ironio to postanowienie zrodziło się po trylogii Greya :D  Sama nie ogarniam swojego książkowego gustu, więc strasznie ciężko mi coś kupić.  Czytam opis, czuję się zachęcona, a gdy zagłębiam się w lekturę czasem jest ciężko... Zobaczymy jak to będzie z "Masz przyjaciela" :)
8. Walęty już mnie odwiedził .I uwielbiam ten prezencik :D miseczka jest taka urocza :D Cóż mama wie co lubię :D



9. Znudziła mi się ta zima. Nie lubię jej i już. Tego zimna,  chlupy i mokra. Dlatego tak bardzo humor poprawią mi promienie słoneczka. Może i chwilowe, ale od razu człowiekowi banan wychodzi na gębie :D
10. Wielki powrót. To chyba moje ulubione serum na końcówki. Uwielbiam jego zapach. Musiało czekać na kupno aż do promocji :D
11. I wielki bonus :D Bielizna :D Hahah :D Postanowiłam sobie, że póki nie zrzucę kilku cm nie będę kupować ubrań. Także przerzuciłam się na skarpeteczki i gacioszki :D

Ale tasiemiec :D Śpicie :D? No to wstawać :D Przy okazji przypominam o konkursie: 

http://codziennosciczastekpiec.blogspot.com/2015/02/zapraszam-na-konkurs.html


Pośmiejmy się razem na 50 sposobów.

Tak. Przeczytałam. Może że coś jest ze mną nie tak, ale ta książka zasługuje na miano dobrej komedii. Co chwilę się śmiałam bądź uśmiechałam pod nosem. Jak dla mnie książki fantasy mają więcej realizmu. Skusiłam się na przeczytanie ze względu na film, który ma mieć premierę w walę tynki.
  
Studentka literatury Anastasia Steele przeprowadza wywiad z młodym przedsiębiorcą Christianem Greyem. Niezwykle przystojny i błyskotliwy mężczyzna budzi w młodej dziewczynie szereg sprzecznych emocji. Fascynuje ją, onieśmiela, a nawet budzi strach. Przekonana, że ich spotkania nie należało do udanych, próbuje o nim zapomnieć – tyle że on zjawia się w sklepie, w którym Ana pracuje, i prosi o drugie spotkanie.
Młoda, niewinna dziewczyna wkrótce ze zdumieniem odkrywa, że pragnie tego mężczyzny. Że po raz pierwszy zaczyna rozumieć, czym jest pożądanie w swej najczystszej, pierwotnej postaci. Instynktownie czuje też, że nie jest w swej fascynacji osamotniona. Nie wie tylko, że Christian to człowiek opętany potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych warunkach…

Czy wiszący w powietrzu, pełen namiętności romans będzie początkiem końca czy obietnicą czegoś niezwykłego? Jaką tajemnicę skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?


W czym tkwi sukces tej serii. Nie mam pojęcia, ale domyślałam się. Wiele osób po obejrzeniu trailera pisało, że nie tak wyobrażało sobie głównych bohaterów. Ja wpierw zobaczyłam, a później zabrałam się za czytanie co skutkuje tym, że nie umiem ich sobie wyobrazić inaczej niż na trailerze. Ot taka słaba wyobraźnia. Oczywiście klasyczna historia - ona zwykła dziewczyna, uważa się za taką sobie, nieśmiała ciamajda. On przystojniak, nadziany, z sekretami, widzi w niej boginię.

Miłość miłością, no ależ bez przesady. Chyba, że nie znam świata i życia i coś takiego na świecie występuje. Po pierwszych stronach już miałam skojarzenie. Ze Zmierzchem. Tak. Anastasia równie nie zdarna i nieśmiała jak Bella Swan. Christian mega przystojny, tajemniczy, skupiony tylko na tej jednej jak Edward. Tak. Możecie się śmiać :D Tu podobieństwa się kończą choć nie mogłam o nich zapomnieć. Więc w czym tkwi sukces? Kobiety chyba są bardzo nie wyżyte. I tak mogą przeczytać sobie o czymś czego pewnie nigdy nie zrobią bo się nie odważą bądź no nie zrobią tego bo to trochę chore :D Szczerze? Te opisy ich sexualnych doznań i zbliżeń nie dość, że mnie śmieszyły (no nie wiem czemu) to jeszcze szybko  nudziły. Może nie jestem jeszcze na tyle dojrzała by to zrozumieć? Być może. Ale trochę zrobiło mi się żal autorki.
Nie wiem co napisać aby nie zdradzać fabuły. Po zamknięciu książki naszło mnie kilka wniosków. Primo - nie trzymaj dziewictwa do 21 wiosen. Po takim czasie wyjdzie na to, że będziesz wiecznie nie zaspokojona i rządna sexu. Taka cicha woda brzegi rwie. Niewinna Ana mogła by się cały czas pieprzyć (uhh jak mnie to słowo odrzuca, a wiele razy przez książkę się przewija). No dobra może nie cały czas bo w końcu dochodzi do wniosku, że kochać też by się chciała. Do tego myślę, że spokojnie mogłaby zostać jedną z najlepszych aktorek porno. 3 orgazmy podczas pierwszego razu? Ledwo ją dotknie - bam! Spojrzy na nią - bam! już mokro. Serio. Poczułam, że ze mną chyba coś jest nie tak.  I jeszcze to upodlenie. upodlenie w imię miłości? Gdybym była traktowana tak przedmiotowo to moja miłość zobaczyła by tylko mój środkowy paluszek. 
Okej. Zostawiam biedną pannę Steele. Czas na pana Greya. Tak wiem, miał trudne dzieciństwo, życie, nie wiem co jeszcze. Za pewne dowiem się z następnej części. Świetny przykład toksycznego człowieka. W swoich zmiennych nastrojach prześciga chyba wszystkie kobiety świata.  Otwarcie mówi o tym, że ma coś z głową nie tak.. Ale to tak mało powiedziane. Jest to postać złożona, a jednak prosta. Nie wiem jak inaczej go podsumować. 

Podobało mi się to, że nie ma ciągle erotycznych scen czego bardzo się bałam. Są przerywniki w postaci maili (duży punkt za to), rozmów z przyjaciółką czy innymi normalnymi ludźmi. Zapomniałam wspomnieć, iż bohaterka jako osoba nieśmiała ma przebojową i sexowną przyjaciółkę, którą się o nią troszczy. Ba, nawet i jakaś czułość się znajdzie a to lubię najbardziej. Niestety raczej ze mnie romantyczka.

Na końcu zrobiło mi się smutno. Autentycznie smutno. I już wiem, że przeczytam następną część. Nie dzięki erotycznym scenom czy opisom a love story skrytą między nimi.Romantyczka ze mnie :D
Nie jest to książka dobra, a mimo to czyta się do końca. Przeciętniak. Nie trzeba przy niej wysilać intelektu i może dlatego czytanie idzie tak szybko.I dochodzę (cóż za niefortunne słowo :D) do tego, że ta książka mi się podobała. Chyba jestem jakaś porąbana. I tak, na film się wybiorę :D

Celebruj chwile i wskakuj pod koc :)!

No imamy kolejny post w ramach akcji Celebruj Chwile. Podoba mi się to bo to dobra motywacja do pisania :D Ta książka kusiła mnie od momentu napisów końcowych filmu o tym samym tytule. I cieszę się, że wpierw miałam styczność z filmem bo dzięki temu stworzył mi się zarys postaci i ich wygląd.  To tego uwielbiam i Bradleya i Jennifer a ich połączenie na ekranie to dla mnie zawsze majstersztyk. Ale nie o filmie dziś mowa.


Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię – jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, biegać ubrany w worek na śmieci, żeby zgubić ostatnie zbędne kilogramy, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. (Fakt, że Pat spędził kilka lat w zakładzie dla psychicznie chorych nie jest chyba wielkim zaskoczeniem). Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Nikt nie chce rozmawiać z nim o Nikki, jego ukochane Orły przegrywają kolejne mecze, a ojciec twierdzi, że Pat przyniósł pecha drużynie. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie stuknięta jak on Tiffany, prześladuje go Kenny G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii! Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągnął swój cel?

I jak po takim opisie nie sięgnąć po taką książkę? Zacznę od tego, że jest wiele różnic między historią książkową a filmową.  Film skupia się na wątku miłosnym, który tak na prawdę w książce jest wątkiem drugoplanowym. Cała nasza uwaga skupia się na trzydziestoparoletnim Pacie, który jest narratorem całej opowieści. Uważa, że całe jego życie to film w którym następują mniej lub bardziej dramatyczne zwroty akcji. Wierzy, że wszystko to jest tylko częścią, która prowadzi do jego happy endu czyli powrotu Nikki. Wierzy w to tak głęboko i mocno, że aż śmieszyła mnie taka wiara. Jednak to w tej książce jest najlepsze. Z każdej strony nam powtarzają, że trzeba myśleć pozytywnie i nie można się załamywać. Nie znam nikogo kto miałby ciągle pozytywne nastawienie do życia. I tak zapoznając się z Patem, jego myślami i historią miałam ochotę stać się takim człowiekiem. Takim pozytywnym.Matthew Quick napisał to tak lekkim i prostym językiem, że czytając na raty (to w samochodzie, w pracy, w domu) myślę, iż książka pochłonęła mnie na całe 3 godziny. Były momenty w których uśmiech nie schodził mi z twarzy, ale i takie w których chyba uroniłam kilka łez :) Niby w kółko to samo, a jednak coś innego :) Jest to idealna propozycja na jesienny chłodny wieczór. Kocyk, herbata bądź kakao, jakieś ciacho i Poradnik. Polecam Wam również film bo mimo, iż spotkamy tych samych bohaterów to jakby w innej historii i to jest fajne bo mamy dwie opowieści w jednej :)

Polecam jeszcze Niezbędnik obserwatorów gwiazd i Gdzie Indziej. :)



If I stay - Jeżeli zostanę.


O książce dowiedziałam się  z traileru filmu, który został nakręcony na jej podstawie i właśnie wchodzi do kin. Nie wiem czemu tytuł filmu to "Zostań jeśli kochasz".
Mia straciła wszystko. Czy miłość pokona śmierć?
Po tragicznym wypadku, w którym zginęli jej najbliżsi, Mia trwa w stanie dziwnego zawieszenia. Musi podjąć decyzję, czy walczyć o odzyskanie przytomności, czy też poddać się i umrzeć. Próbując rozstrzygnąć ten dylemat, , wspomina dotychczasowe życie.
Poruszająca książka o dającej wsparcie rodzinie, przyjaźni, samotności i znajdowaniu swego miejsca na ziemi, o umiejętności żegnania się z przeszłością i przyjmowania tego, co nadchodzi. "Jeśli zostanę" opowiada o potędze miłości i wyborach, których każdy z nas musi dokonać.

Po takim opisie musiałam ją przeczytać. I nie jestem pewna jak ja właściwie tą historię odebrałam. Akcja całej książki rozgrywa się przez kilka godzin. Teraźniejsze wydarzenia przeplatają się ze wspomnieniami bohaterki. Mimo, iż Mia jest zwyczajna coś ją wyróżniać musi - w końcu jest główną postacią. Tym wyróżnikiem jest wiolonczela, której motyw ciągle się przewija. I nie wiem co mam napisać, aby nie zdradzić Wam całej fabuły. Dziewczyna z rodziną miała wypadek samochodowy. Jej "dusza?" opuszcza ciało chociaż Mia żyje. Znajduje się w sferze zawieszenia pomiędzy życiem a śmierciom. Nie potrafi przechodzi przez ściany ani nie ma innych nadnaturalnych zdolności. Po prostu patrzy. Wspomina swoje życie i bliskich. Gdy jej ciało leży na OIOMIE odwiedzają ją krewni i bliscy. A ona może tylko ich wysłuchać. Widzi ich ból. Ma wiele wątpliwości. Od niej zależy czy zostanie czy odejdzie. Zakończenie jest przewidywalne chociaż przez chwilę myślałam, że moje jednak będzie inaczej. Czyta się szybko. ja skończyłam po 3 godzinach :) Jak większość książek takiej kategorii zmusza nas do refleksji i zastanowienia się co jest tak na prawdę ważne. Jednak spodziewałam się więcej. Nie mam pojęcia czemu nie jestem do końca usatysfakcjonowana. Oglądając trailer filmu już widzę, że będzie się on różnić od książki. W sumie zawsze tak jest :D Na pewno mogę ją polecić bo gdzieś tam na kartkach każdy znajdzie gdzieś kawałek siebie. Wersja PDF TU. Mam wrażenie, że film poruszy mnie bardziej bo nie da się wszystkiego sobie wyobrazić. Trzeba też zobaczyć :)

Szybko i przyjemnie- Niezbędnik obserwatorów gwiazd

 Książkę Matthewa Quicka "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" udało mi się wygrać na fb u Madzi :)


Przyszła w piątek, w niedzielę się za nią zabrałam :) Czyta się na prawdę szybko i przyjemnie. Ja czytałam dość wolno i po 3 godzinkach było po lekturze :) Wcześniej książki tego autora czyli "Poradnika pozytywnego myślenia" nie czytałam. Oglądałam film, który dla mnie był fantastyczny. Po filmie książka trafiła na moją czytelniczą listę i jestem pełna nadziei na to, że jest to dobra książka. Myślałam więc, że i Niezbędnik będzie wystrzelony w kosmos jednak, aż takiego wrażenia na mnie nie zrobił. Poznajemy Finleya, początek jego znajomości z Erin i zagubionego Russella - numer dwadzieścia jeden. Autor przedstawia nam ciekawą fabułę, otrzymujemy wątek miłosny i rozwijającą się przez większość część stron przyjaźń. Jednak postacie nie są zbyt dobrze dopracowane. Erin to dziewczyna ideał - piękna i kobieca a zarazem męska (jeśli wiedzie o co mi chodzi :D). Russell jest jaki jest aż tu pach- trochę zbyt szybko wszystko wraca do normy. Tylko Finley posiada zarys "prawdziwego człowieka" i jest bardziej "ludzki". W sumie to go polubiłam, utożsamiłam się z nim ponieważ też często nie potrafię powiedzieć tego co mam na myśli i milczę. Podsumowując - dostajemy ciekawą historię napisaną prostym językiem, mimo iż bez fajerwerków to polecam zapoznać się z nią kiedy będziecie mieć wolne popołudnie :)




Przy okazji- dziś przyszedł krem od Magdy z http://brokatwspreju.blogspot.com/ :) Jeśli jeszcze o tym nie wiedziecie na jej blogu trwa akcja charytatywna do której na prawdę warto się przyłączyć :)


Duża dziewczynka+ sobotnie nowości.

W planach miałam innego posta, ale nie będę poruszać ciężkich tematów w czasie świąt. Korzystając z biedronkowej promocji zasiliłam domową biblioteczkę o nową pozycję, a mianowicie książkę pt."Duża dziewczynka" Danielle Steel.

 

Pulchna,jasnowłosa i niebieskooka Wiktoria, dziewczynka o przeciętnej urodzie, już od wczesnego dzieciństwa czuje się poza nawiasem rodziny. Nie jest podobna do pięknych rodziców, którzy nie ukrywają, że córka nie spełnia ich oczekiwań. Szczególnie dotkliwe staje się to dla Wiktorii, gdy na świat przychodzi jej śliczna siostrzyczka, a ojciec przy każdej okazji powtarza, że starsza córka była tylko "ciastem na próbę". Wiktoria, która bardzo kocha swoją siostrę i z bólem myśli o rozstaniu z nią, wie jednak, że musi wyjechać z domu. "Duża dziewczynka", jak ją nazywa ojciec z powodu jej tuszy, musi stawić czoło licznym wyzwaniom codziennego życia w Nowym Jorku. 

Kolejna książka, którą czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Mi zajęła 2 dni. Prosty język działa na korzyść autorki. Nie jest to super pozycja jednak wciąga na tyle, iż chcemy wiedzieć co dalej zrobi Wiktoria. Jest tu dużo kobiecych kompleksów, lodów i cóż... gejów... Jest to typowo damska literatura na wolne wieczory. Za pewne każda z Nas w jakimś stopniu utożsamia się z główną bohaterką, którą życie lubi kopać po tyłku i która tylko dzięki własnej, otwartej na innych osobowości jakoś idzie przez życie :)

A teraz dzisiejsze nowości. Bardzo lubię czytać u Was takie posty, a właściwie oglądać zdjęcia więc jedziemy :) Przy okazji podliczę sobie dzisiejsze wydatki ^^

Na pierwszy ogień targowe zdobycze.

30 zł
25 zł

15 zł
tył tej bluzki nie bardzo mi się podoba ;/

25 zł

















                                                           
Na zdjęcia nie załapały się żele z Balei 4 zł za sztukę co daje 8 zł :)

Teraz Pepco:

w końcu mam upragniony pojemniczek na biżuterię :) 20 zł
tunika dla Bianusi :) 8 zł
No i kosmetycznie :)
w końcu o twarz swojego mężczyzny też trzeba dbać :) 6,49 zł

nie mogło zabraknąć naturalnych kosmetyków :) balsam do ciała z masłem shea o zapachu Grecja (pachnie po prosu obłędnie!) 22 zł a glicerynowe mydełko z glinką 12 zł.

No to liczymy!
30+25+15+25+8+20+8+6,50+22+12=171,50
Hmm od wielkanocnego zajączka (czytaj Szefowej) dostałam 100 zł, czyli przekroczyłam budżet aż o 71 zł... No ładnie... Dobrze, że nie za wszystko płaciłam ja bo część sponsorował M :)

Dotarliśmy do końca i korzystając z okazji życzę Wam tego co najlepsze. Pamiętajcie, że nie ma nic za darmo, więc niech świąteczny duch ( może nie tak wielki jak bożonarodzeniowy) napełnia Was motywacją i wiarą w siebie. Życzę Wam zdrowia bo jest bezcenne tak samo jak miłość bliskich. Trzymajcie się cieplutko i unikajcie zbyt dużej ilości wody w poniedziałkowy poranek :)



Kilka przykazań zdrowego człowieka.

Za pewne post jakich wielu w blogosferze... Cóż może tytuł nie do końca trafny bo czasem człowiek jest chory sam z siebie czy może raczej w wyniku działania złego losu.. A może to genetyka? Dietetykiem ani specjalistą od żywienia nie jestem. Jednak po przeczytaniu książki "Zamień chemię na jedzenie" jestem bardziej świadomym konsumentem... Oj bardzo się to na mnie odbija... zrezygnowałam z wielu produktów, często w domu wypowiadam się na temat pożywienia i to chyba mój największy problem... Mam wrażenie, że moja rodzina jest mocno ograniczona. Gdy mówię, że to jest złe, tamto szkodliwe a to można zamienić domownicy na czele z moją rodzicielką wyśmiewają mnie i wtrącają swoje 3 grosze... Za każdym razem moje wypowiedzi są podsumowywane stwierdzeniem: "Wszędzie jest chemia! Czyli najlepiej nie jedz nic!". Mogłam bym przytaczać wiele ich powodów i jednostajnego toku myślenia,ale oszczędzę im upokorzenia bo w pewnym sensie czuję się lepsza i mam świadomość otwartości swojego umysłu. Wiem, że od chemii nie ucieknę, ale zamierzam ją ograniczyć do minimum...Dosyć słodzenia! Czas na konkrety.

1. Czytaj etykiety. Ja wiem, że czujesz się dziwnie oglądając każdy produkt przez 5 minut, ale uwierz wyjdzie Ci to na dobre. Zobacz jaką litanię mają niektóre produkty.... Unikaj konserwantów, mleka w proszku (najlepiej wszystkiego co ma w składzie "coś" w proszku) i cukru. Tego ostatniego raczej nie unikniesz, na prawdę. Cukier jest nawet w ketchupie.. Jeśli słodzisz np. napoje to zainwestuj w cukier trzcinowy nierafinowany. Spójrz na mleko... Wszędzie pisze UHT. W sumie z mlekiem nie wiele to ma już chyba wspólnego. Szukaj mleka bez napisu UHT ( uwierz to dość trudne) a jedynie pasteryzowanego (chyba, że posiadasz to szczęście i masz możliwość kupna mleka prosto od krówci).

2. Unikaj produktów pszennych. Autorka książki twierdzi, że pszenica może Nam zaszkodzić więc jako człowiek łatwowierny zaufam jej stwierdzeniu. Nie kupujcie wyrobów piekarniczych w hipermarketach a w małych piekarniach. Najlepiej zapytajcie sprzedawcę  o skład chleba. Tak, macie takie prawo :)

3. Wracając do punktu 1 mimo,iż to pewnie wiecie zrezygnujcie z zupek w proszku, szybkich dań czy pomysłów na.... To jest dopiero zło!

4. Unikanie zakupów w supermarketach to ciężki orzech do zgryzienia zwłaszcza w wielkim mieście. Ale mogę się założyć o stówę, że jeśli pobawisz się w Sherloka znajdziesz mały osiedlowy warzywniak. Nie kupuj owoców i warzyw w dużym sklepie. Pomyśl co taki dajmy na to winogron musiał przejść żeby się do Ciebie dostać. I jeszcze jedno. Zapoznaj się z kalendarzem warzyw i owoców.  Jak myślisz czy truskawki w marcu to na pewno dobry i zdrowy pomysł na przekąskę?

5. Bądź podejrzliwy! Jeśli z odległości kilometra Twoją uwagę przykuwa napis typu : " nie zawiera konserwantów", "0 % tłuszczu" itp, itd to wiedz, że coś się dzieje. W takich przypadkach bądź czujny jak nigdy. Za każdym takim brakiem może czaić się coś gorszego co tylko czeka na Twoje zdrowie.

Wieczorną porą dobrze się myśli więc dopisuję jeszcze dwa ważne punkty.

6. Unikaj fluoru! Dlaczego? Króliczek Ci powie.

7.  Śpij. Sen jest dobry. Ty to wiesz a i tak wszystko jest ważniejsze. Choć raz odpuść sobie odcinek ulubionego serialu bądź maseczkę czy co tam masz w planach i prześpij chociaż te 8 godzin. To na prawdę nie takie trudne.
>>KLIK<<<<KLIK>>>>>
W dobie współczesnej technologii i pogoni za pieniądzem czy te z czasem mogło by powstać opasłe tomiszcze o tym co Nam szkodzi. Prawda jest taka, że nigdy już przed tym nie uciekniesz. Ograniczaj więc jak tylko możesz.


UHT (ang. Ultra-high temperature processing) – sterylizacja produktów żywnościowych, polegająca na błyskawicznym, 1-2-sekundowym podgrzaniu do temperatury ponad 100 °C (135-150 °C dla mleka) i równie błyskawicznym ochłodzeniu do temperatury pokojowej. Cały proces trwa 4-5 sekund. Taka sterylizacja zabija florę bakteryjną nie zmieniając walorów smakowych produktu.
Przy sterylizacji w ponad 130 stopniach niszczone jest jednak wiele wartościowych składników mleka m.in: bakterie mlekowe.
Proces stosowany był początkowo w mleczarstwie, obecnie stosuje się go w pełnej gamie produktów pakowanych aseptycznie systemem Tetra Pak.
Odmianą UHT jest sterylizacja błyskawiczna mleka, która polega na ogrzaniu mleka do temperatury 130-160 °C, w ciągu 1 sekundy, wprowadzoną bezpośrednio do mleka przegrzaną parą wodną, a następnie szybkim schłodzeniu.
-Wikipedia 

Książka godna polecenia.

 "Przykro mi, ale nie spotkało mnie nic szczególnego… Jestem tylko dziewczyną, która zapomniała spojrzeć w obie strony, zanim przeszła na drugą stronę ulicy."
"Gdzie indziej" Gabrielle Zevin to książka, którą kupiłam tylko dlatego, że skończył mi się materiał do czytania. I jedno Wam powiem- nie żałuję! Oglądaliście kiedyś "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona"?  Dla mnie ta książka jest w jakimś stopniu obrazem podobnego życia jakie miał Benjamin tyle, że po śmierci. Nie będę opisywać fabuły bo pewnie wszystko bym Wam zdradziła :) Książka napisana jest prostym językiem, czyta się ją bardzo szybko (mi zajęła ok. 3,5 h). Ważne jest też to co pozostaje w nas po lekturze. Cały czas jestem pod wpływem opowieści o życiu, a właściwie śmierci Liz i jakaś cząstka mnie wierzy, że tak właśnie może wyglądać nasza druga droga. W jakimś stopniu przestałam się śmierci bać. Widzicie, że książka potrafi zmusić do refleksji :) Oczywiście znajdą się tacy, którzy stwierdzą, iż jest zbyt banalna itp. itd. Wiele kwestii nie jest dokładnie wyjaśnionych, jeszcze więcej pominiętych, ale gdyby autorka miała skupiać się na każdym detalu to wyszło by z tego na prawdę opasłe tomiszcze :) Myślę, że mogłabym ją polecić osobą które straciły swoich bliskich. W pewien sposob daje ona nadzieje na " lepsze życie", chociaż niektórzy mogą powiedzieć,że nie ma w niej pozytywnego przekazu gdyż przestaniemy być sobą i utracimy siebie i swoją osobowość.
Na pewno jeszcze nie raz wrócę do tej pozycji i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się w  "Gdzie indziej" .




Warto zajrzeć do...Tesco!

Miała być recenzja, ale nie mam dziś weny po dwóch godzinach ćwiczeń :)Więc będzie luźny post :) Zima i w końcu do mnie zawitała i radości nie mam z tego żadnej. Nie lubię mrozów i wszystkiego co mnie mrozi :D Jak w tytule pochwalę się co sobie "upolowałam" w Tesco. Myślę, że warto się tam wybrać, a oto i dlaczego:

Jest mnóstwo książek po przecenach, nawet wielkich! Nie wierzycie? To proszę:
Mój mężczyzna bardzo lubi Grę o Tron więc ta książka wydała mi się dobrym prezentem:


widzicie ilę kosztowała? ja dałam 9,99 :)
Do tego książka w klimatach które mój M bardzo lubi :)
jeśli nie widzicie ceny to zapłaciłam 4,99

Teraz książki które sprawiłam sobie (mam nadzieję, że po sesji znajdę czas na czytanie:)):

Ponieważ nie posiadam żadnych zdolności kucharskich, to do koszyka trafiły książki które będą mi wiernie służyć już we własnych czterech kątach :)


 Na drugie śniadanie lubię sobie chrupać Belvity :) obecnie są w promocji za 5,99 :) I tu moja rada- nie kupujcie osobnych opakowań, ponieważ to się nie kalkuluje :) Przykładowo w żabce takie osobne opakowanie kosztuje ok 2,20 a taki kartonik z sześcioma opakowaniami ok 8 zł :)

Jak tylko mama mi powiedziała " Twoje gwiazdki są w promocji" pognałam jak szalona i me oczy ujrzały cenę (nie bicie jeśli przekręcę, mam słabą pamięć) 5,99 :) od razu wzięłam dwa opakowania :) ponieważ ograniczam słodkości to powędrowały do ukochanego.


I ostatnie z zakupowej listy- maseczki :)

cena 1,32, za zachętę wzięłam dwie :)


 Nie pamiętam już dokładnych cen maseczek, ale jedna kosztowała ok 1,80 a druga 2,20 :)


I tyle :) Życzę Wam dobrej nocy :) Jeśli uważacie, że waszemu książkowemu regałowi czegoś brakuje to polecam spacerek do Tesco :)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Dziękuje, że mnie odwiedzasz. Piątka za komentarz! Jeśli masz jakieś uwagi pisz :) Cały czas się uczę i rozwijam :) To właśnie Wy jesteście moją motywacją :)
PS. Komentarze z linkami blogów bądź typu obserwujemy? będę pomijać :) Jeśli nie czytasz posta a jedynie oglądasz zdjęcia to komentarz sobie daruj :)

Gadułki

Get this commentators widget

Popularne posty